sobota, 9 czerwca 2018

Sen czternasty

Jestem przed dworcem głównym w Bielsku, jest tu spory tłum, ludzie z waterstonsa, pełno polaków, ludzi z bloku i ludzie, których bym nigdy nie podejrzewała, że mogą tu być. Agencja nas tu wysłała, przenoszą nas gdzies do pracy, wszyscy czekają, łażą z miejsca na miejsce, szukają znajomych. Jestem z grupką rasowych polaków na emigracji - średnia IQ -10
I jest ze mną Ewunia zombiak i jej Krzysiu kosmita. Ale Ewunia wyglada jak 6 letnia Klaudia z którą bylam wieki temu na koloni - mała słodka rozwrzeszczana blondynka.
Krzysiu proponuje byśmy poszli do nich do domu na obiad, więc idziemy.
U nich w domu Krzysiu kosmita nalewa rosół z makaronem na talerze, dodatkowo talerz dla kota, który je z nami przy stole. Ewunia jest rozwrzeszczana i nadpobudliwa, dziwna bardziej niż zwykle. Krzysiu rozdrazniony, ja czuję się bardzo niepewnie, nie wiem co robić i jak się zachować. Kosmita idzie myć gary i cały czas strofuje Ewunie by zachowywała sie tak i siak, gada do siebie coś, boję się go. Potem mówi, ze przyjdą znajome jakieś z pracy i niebawem przychodza dwie laski, z Waterstonsa, polki, ale nie rozmawiałam z nimi chyba nigdy, są dziwne, chyba mnie nielubią, jedna podaje mi reke, lekko zgietą, tak ze gdy ją dotykam jej długie szponiaste pazury wbijają mi sie w dłon. Udaje ze jest ok, Krzysiu mówi coś o cieście orzechowym i ze uwielbia orzechy. Zostaję z nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz