piątek, 15 maja 2026
sen sześćdziesiąty czwarty
Razem z Nekro byliśmy gdzieś, chyba nad jeziorem żywieckim, generalnie otoczenie góry i jeziora, piękna pogoda i środek lata. Lataliśmy z miejsca na miejsce, wykonując jeden porządny skok i przenosiliśmy się o kilkadziesiąt metrów do przodu co było cudowne i radosne i tak hasaliśmy sobie miedzy łąkami i pagórkami. A mój tata patrzył na nas i łaził przy jeziorze i za pomocą długiej dzidy polowal na ryby, jakieś wielkie dziwne, ciemne sumopodobne glonojady, albo glonojadopodobne sumy. Dziabał je długim patykiem i zbierał na kolacje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)