piątek, 28 listopada 2025
sen sześćdziesiąty
na przystanku na żwirki i wigury w bielsku było molo i plaza i wokol tej laży biegała se moja saba, nagle zobaczyłam ją pod wodą, jakby w kanale, wygladało to jakby wpadła i sie utopiła, wyciganełam ją szybko i walnełam w pysk z pięści i pies sie ocknął i zył, wszystko było ok.
A potem w kolejnym dziwnym kadrze obaczyłam mojego tate jak wrzuca martwe ciało Saby do koryta rzeczki w wapienicy i pies tak płynie se z nurtem, wiec udało mi sie ją złapać przy koncu, miała obroże z adresówką i telefonem, nie chciłam by ktos zrobił tacie czy mi probemy za wrzucanie martwego psa do rzeki i w momencie gdy ją złapałam pies sie ocknał i zaczał normalnei zyć, był tylko nieco inny z wyglady, bardziej chudy, bardziej przypominała bezowego harta niz moją dawna sabe, wiec psozłam z nia w gore rzeki, ciesząc sie ze jednak zyje i nie gnije w wodzie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)