sobota, 24 maja 2025

sen pięćdziesiąty piąty

Szukałam pracy i trafiłam do pewnego domu jako pomoc domowa, czy raczej sprzątaczka. Dom był wielki, luksusowy, a rodzina także liczna – chyba byli Rosjanami albo z jakiegoś innego słowiańskiego kraju. Widać było po nich, że to głupia, nowobogacka rodzinka, której się wydaje, że są lepsi od innych z powodu posiadanych pieniędzy. Pan domu wziął mnie na rozmowę do pokoju i nie wiem kiedy ani jak, ale podał mi w napoju tabletkę gwałtu i zaczął się przystawiać i dotykać. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, że musiał to zrobić, i bardzo mi się to nie podobało. Ale nie potrafiłam jasno i dobitnie stamtąd uciec ani się przeciwstawić. Im bardziej był natarczywy i dążył do jednego, tym ja bardziej ulegałam i czułam, że nie dam rady sprzeciwić się jego działaniom. Mówiłam dziwnie uległym i monotonnym głosem, by przestał, ale nie byłam w stanie go odepchnąć. Gdy przeszedł do sedna, czułam, że tracę kontakt z rzeczywistością, a wróciłam do niej dopiero następnego dnia, gdy znów byłam w tym domu, w pracy, i wspominałam to, co się wydarzyło. Dotarło do mnie, że pan domu mnie zgwałcił, ale miałam mieszane uczucia – jednocześnie czułam się ofiarą, a z drugiej strony jakiś głos mówił mi, że nie ma sensu z tym walczyć i lepiej zapomnieć, bo „nic się nie stało” i i tak z nim nie wygram. Poczułam z całą świadomością, że jestem na przegranej pozycji i że jeśli będę dalej tam pracować, takie sytuacje będą na porządku dziennym – i że nie jestem jedyną ofiarą tej sytuacji.