Łaziliśmy z Nekro po jakims mieście. Nagle przed wejściem do jednej z knajp stal mój szwagier, Piter ewidentnie pracował tam jako kucharz, albo kelner. Nagle powiedział, ze żeby wejść musimy mu z czymś pomóc i przyniósł ocelota, albo innego podobnego średniej wielkości kota drapieżnego w lamparcie cętki. Dał nam zwykły nóż obiadowy i kazał na żywca odkroić mu głowę. Nekro z Piterm trzymali zwierzę, a ja tym tępym nożem odkrajałam jego łeb powoli, centymetr po centymetrze, aż odpadł i ze środka wystawały rybie ości. Japierdolecotobyło??!! o.0